<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Blog księdza Jacka Jezierskiego</title>
	<atom:link href="http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Sun, 13 May 2012 08:25:19 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1</generator>
		<item>
		<title>Święta wojna</title>
		<link>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/05/swieta-wojna/</link>
		<comments>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/05/swieta-wojna/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 13 May 2012 08:25:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ks. Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[O wszystkim]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/?p=247</guid>
		<description><![CDATA[Ostatnio usłyszałem, że piszę smutne teksty. Ale przecież już kiedyś wyznałem, żem kwękacz. A człowieka się tak łatwo nie zmieni. Jeśli w ogóle. Inna sprawa, że jak się rozejrzę dookoła to dostrzegam braki i cienie. Najpierw u siebie, co trochę podcina skrzydła. Potem u innych. Najgorzej kiedy widzę niszczących siebie nawzajem ludzi. Walczą ze sobą, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ostatnio usłyszałem, że piszę smutne teksty. Ale przecież już kiedyś wyznałem, żem kwękacz. A człowieka się tak łatwo nie zmieni. Jeśli w ogóle. Inna sprawa, że jak się rozejrzę dookoła to dostrzegam braki i cienie. Najpierw u siebie, co trochę podcina skrzydła. Potem u innych. Najgorzej kiedy widzę niszczących siebie nawzajem ludzi. Walczą ze sobą, innymi, bywa, że z całym światem. I nieraz nie chodzi o zwycięstwo, ale o samą walkę.  Nieustanna wojna nadaje sens ich życiu. Czują się jak ryba w wodzie, kiedy mówią, że są „na pierwszej linii frontu”. Mówią coś o ideach, wartościach, sprawach, za które są gotowi przelać krew. Ale – to może tylko moje krzywe spojrzenie – wyczuwam, że ten smak walki i zapach wiecznej bitwy jest motorem ich życia. Bez tego straciliby sens własnej egzystencji. Według mnie, najgorsi są ci, którzy przywdziewają zbroję, na której nie brakuje ryngrafu z Matką Bożą, krzyża w dłoni i pobożnej pieśni na ustach. To ci, którzy w imię Boże ruszają na święty bój z niewiernymi, poganami, a najczęściej z osobistymi przeciwnikami, którym nierzadko przypisują zdradę, herezję i zaprzaństwo. Zawsze wtedy przypominam sobie słowa św. Pawła, że „bojowaniem jest życie człowieka”, ale i słowa samego Jezusa z Ogrójca: „kto mieczem wojuje, od miecza zginie”. Nie zamierzam w tym krótkim wpisie wyjaśniać czym jest męczeństwo, obrona wartości czy sprawiedliwa wojna /można sobie poszukać i poczytać w dobrych książkach/. Jedynie chcę zauważyć, że smutno mi, kiedy Dobrą Nowiną wali się po głowach albo zadaje ciosy. Kiedyś słyszałem przewrotnie, że niektórych należałoby rozgrzeszyć i rozstrzelać. Mocne, ale mówili to Ci „dobrzy”, którzy chcieli pomóc tym „złym” dostać się do nieba. W historii nie brakowało takich sytuacji. I zawsze wtedy przegrywał Bóg, który dał człowiekowi rozum i wolną wolę. Bywa, że nie daje się innym czasu na wybór, a nawet pomyłkę. A sukcesy rozlicza w czasie, który został przeznaczony na wojnę.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/05/swieta-wojna/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rynsztok na cywilizowanym podwórku</title>
		<link>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/05/rynsztok-na-cywilizowanym-podworku/</link>
		<comments>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/05/rynsztok-na-cywilizowanym-podworku/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 06 May 2012 19:39:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ks. Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[O wszystkim]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/?p=245</guid>
		<description><![CDATA[Przyznam, że dziwnie się czuję w otoczeniu, w którym padają wulgarne słowa. Zdaję sobie sprawę, że takie wyznanie stawia mnie w szeregu dziwolągów i innych „cnotek”. Ale naprawdę, gdy słyszę wulgarne słowa, cierpną mi uszy i zwijam się w sobie. A okazji nie brakuje. Kiedyś „wiązankę” można było usłyszeć w specyficznych grupach, w półświatku. Od [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przyznam, że dziwnie się czuję w otoczeniu, w którym padają wulgarne słowa. Zdaję sobie sprawę, że takie wyznanie stawia mnie w szeregu dziwolągów i innych „cnotek”. Ale naprawdę, gdy słyszę wulgarne słowa, cierpną mi uszy i zwijam się w sobie. A okazji nie brakuje. Kiedyś „wiązankę” można było usłyszeć w specyficznych grupach, w półświatku. Od kogoś, kto używał wulgarnego języka, odsuwali się ludzie, a dzieciom zatykano uszy. Dziś można usłyszeć niejedno w mediach czy na ulicy. Wulgaryzmów używają ludzie wykształceni, dziennikarze, można by nieraz rzec pięknie: luminarze kultury i języka. I nie robią tego z rumieńcem na twarzy, wstydząc się swojego zachowania. Mało tego, często używając „mocnych” słów, czują się dumni ze swej odwagi, zarzucając innym hipokryzję i brak luzu. Jakby to poczucie wolności zakładało brak hamulców i poczucia, że czegoś nie wypada. Mogłoby się wydawać, że im bardziej człowiek będzie się cywilizował, tym osiągnie też wyższy poziom np. kultury. Nie mam tu na myśli chodzenia do teatru, czy czytania książek, ale przede wszystkim nieużywania słów, które uchodzą za wulgarne. Nieraz staram się zrozumieć, że ktoś używa takiego czy innego „słówka”, by podkreślić jakąś opowieść, dowcip czy frazę. Ale zdarza się – i to nierzadko – że ten potok „łaciny” /ciekawe, dlaczego akurat potocznie na wulgaryzmy używa się zwrotu: „łacina”?/ płynie sobie, jak brudny rynsztokowy ściek. Z jednej strony ludzie cieszą się, że dziś miasta /a także wiele mniejszych miejscowości/ są skanalizowane i czyste. A z drugiej smrodzą sobie życie używaniem niecenzuralnych słów. Kiedyś wezwano do szkoły mamę jednego ucznia, który przeklinał, a chodził dopiero do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Nauczycielka próbowała delikatnie zwrócić kobiecie uwagę, na co ona oświadczyła: „ależ proszę Pani, przecież u nas w domu nikt, k…wa, nie przeklina”. Może być i tak, że te słowa są obecne jak coś normalnego, ale wtedy rodzi się pytanie, co jest normą? Pewne jest, że im więcej będziemy używać wulgaryzmów i nie zwracać na nie uwagi, to w końcu przyzwyczaimy się i nie będzie nas to razić. Bo można się przyzwyczaić do śmietnika, który się ma na podwórku, ale czy to jeszcze jest podwórko?<br />
Ps. Coraz młodsi przeklinają i trudno jest im wytłumaczyć, że to nieładnie. Przykład idzie z góry. A przyzwyczajenie jest drugą naturą.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/05/rynsztok-na-cywilizowanym-podworku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Najemnik</title>
		<link>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/04/najemnik/</link>
		<comments>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/04/najemnik/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 29 Apr 2012 18:28:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ks. Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[O wszystkim]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/?p=243</guid>
		<description><![CDATA[Kiedyś, dość już dawno, na tzw. Ziemiach Odzyskanych widziałem nędznie wyglądające gospodarstwa. Ktoś mieszkał, pracował, uprawiał ziemię, ale wszystko było jakby bez gospodarza. Zaniedbane, nieremontowane budynki, rozpadające się maszyny. Ktoś mi powiedział, że mieszkańcy tych gospodarstw, którzy przywędrowali z innych stron Polski i otrzymali tę ziemię od Państwa, nie czują, że to należy do nich. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kiedyś, dość już dawno, na tzw. Ziemiach Odzyskanych widziałem nędznie wyglądające gospodarstwa. Ktoś mieszkał, pracował, uprawiał ziemię, ale wszystko było jakby bez gospodarza. Zaniedbane, nieremontowane budynki, rozpadające się maszyny. Ktoś mi powiedział, że mieszkańcy tych gospodarstw, którzy przywędrowali z innych stron Polski i otrzymali tę ziemię od Państwa, nie czują, że to należy do nich. Co prawda mają to na piśmie, ale chyba trochę nie wierzą i nie potrafią poczuć się u siebie. Przypomniałem sobie o tym, kiedy wziąłem do ręki dzisiejszą ewangelię „o dobrym Pasterzu”, a właściwie, kiedy zacząłem czytać o najemniku, przeciwieństwie tego dobrego Pasterza. Najemnik ucieka, kiedy zbliża się zagrożenie. Nie broni stada, bo nie jego. Nie troszczy się o owce, bo cudze. Myślę, że w życiu nierzadko można spotkać się z najemnikami. Mimo, że owiec nie jest tak dużo, a najemnicy wojenni to jakaś garstka /choć bywa hałaśliwa medialnie/. Kiedy pojawiają się w życiu trudności, kłopoty, cierpienie najemnicy zabierają swoje rzeczy i wynoszą się od żony, męża, dzieci, rodziny /pomijam te przykłady, kiedy bezbronny człowiek musi uciekać przed krzywdą, czynioną przez najbliższych/. Bywa, że nie rozwiązuje się problemów, nie stawia się wspólnie czoła przeciwnikowi, lecz rejteruje, zostawiając na pastwę losu najczęściej tych, którzy liczyli &#8211; bo mieli takie powody  – na pomoc, wsparcie, obronę. To nie jest tylko problem odwagi, ale bardziej poczucie, że to czego mam bronić jest moje. Mam wrażenie, że lata PRL-u mocno zachwiały poczuciem tego, co mogę mieć, mojej własności. Kiedy zabierano jednym, dawano drugim, wszystko było wspólne /przynajmniej w teorii/, to właściwie trudno było coś mieć swojego. Dlaczego tak często zdarzały się kradzieże w miejscach pracy /niestety, to się chyba nie skończyło/? Bo te kradzione rzeczy były niczyje – tak powtarzano. Ktoś argumentował, że państwowe, no, ale właśnie niczyje. Mijają kolejne lata, a my często ciągle żyjemy jak najemnicy. Bo to nie sprawa materii, którą się posiada, ale mentalności, którą się ma. Czy możliwa jest zmiana? Pewnie tak, ale na to potrzeba czasu i właściwego stosunku do własności. Patrząc jak traktują tę sprawę władza i lud, ze smutkiem tracę nadzieję. A za oknem tak zielono…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/04/najemnik/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wielkanocne śpiewy</title>
		<link>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/04/wielkanocne-spiewy/</link>
		<comments>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/04/wielkanocne-spiewy/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 22 Apr 2012 06:23:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ks. Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[O wszystkim]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/?p=241</guid>
		<description><![CDATA[Tak na dobrą sprawę to nie mamy pieśni wielkanocnych. Budzi we mnie uśmiech ten smutek na twarzach, kiedy w procesji rezurekcyjnej śpiewamy „Wesoły nam dzień dziś nastał”. Być może poranna procesja rezurekcyjna jest za wcześnie i mimo, że usta śpiewają o radości, to w sercu jest cierpienie człowieka, którego pozbawiono snu. Przypomina mi się historia, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Tak na dobrą sprawę to nie mamy pieśni wielkanocnych. Budzi we mnie uśmiech ten smutek na twarzach, kiedy w procesji rezurekcyjnej śpiewamy „Wesoły nam dzień dziś nastał”. Być może poranna procesja rezurekcyjna jest za wcześnie i mimo, że usta śpiewają o radości, to w sercu jest  cierpienie człowieka, którego pozbawiono snu. Przypomina mi się historia, którą zasłyszałem, jak to kiedyś w naszym seminarium w Ołtarzewie, kleryk śpiewający zwrotki Invitatorium  /psalm 95 wzywający wiernych do rannej modlitwy każdego dnia/, oznajmił: „od lat czterdziestu to pokolenie wstrętne mnie budziło” /powinno być: „od lat czterdziestu to pokolenie wstręt we mnie budziło”/. Może podświadomie wyraził to, co chodziło mu po głowie. Tak też pewnie bywa z nami. Wracając do pieśni wielkanocnych, są: nieśmiertelne „Zwycięzca śmierci”, „Otrzyjcie już łzy” i piękne, napisane staropolszczyzną „Chrystus zmartwychwstan jest” i „Wstał Pan Chrystus”. Może by się jeszcze coś znalazło, ale raczej mało znane. Uważam, że interesującym jest fakt, że mało mamy w Kościele pieśni wielkanocnych. Nie brakuje pieśni pasyjnych, maryjnych, nie mówiąc już o kolędach czy pastorałkach. Ale tu, największe święto i właściwie nic. Nie potrafimy się cieszyć? Trochę lukę w naszej wielkanocnej radości, próbują wypełnić różne wspólnoty obecne w  Kościele. Ale ich śpiewy są mniej znane i nie zawsze odpowiednie na liturgię Mszy św. Myślę, że ilość i rodzaj pieśni w jakiś sposób świadczą bardziej o naszej religijności, niż nawet o kulturze muzycznej. I szkoda, że ta religijność okazuje się taka smutna. Żyjemy Wielkim Piątkiem, a nasze łzy ociera, Ta która kołysała do snu w Betlejem małe Dziecię. Może dlatego łatwiej nam dostrzegać cierpienia i krzywdy – także i narodowe – niż cieszyć się życiem, a w Bogu widzieć Zwycięzcę, który nas prowadzi i umacnia. Nie oskarżam, ale próbuję zrozumieć. I szkoda mi… życia.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/04/wielkanocne-spiewy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wszelkie stworzenie</title>
		<link>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/04/wszelkie-stworzenie/</link>
		<comments>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/04/wszelkie-stworzenie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 Apr 2012 12:25:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ks. Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[O wszystkim]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/?p=239</guid>
		<description><![CDATA[W Ewangelii św. Marka, Jezus, w ostatnich słowach przed Wniebowstąpieniem, mówi do swoich Apostołów: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu”. Kiedy wczoraj czytałem ten tekst, moją uwagę zwrócił zwrot: „wszelkiemu stworzeniu”. Szybko wyciągnąłem z półki „Praktyczny Komentarz do Nowego Testamentu” i znalazłem wyjaśnienie, które potwierdziło moje przypuszczenie. „Zwrot >wszelkie stworzenie< oznacza w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W Ewangelii św. Marka, Jezus, w ostatnich słowach przed Wniebowstąpieniem, mówi do swoich Apostołów: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu”. Kiedy wczoraj czytałem ten tekst, moją uwagę zwrócił zwrot: „wszelkiemu stworzeniu”. Szybko wyciągnąłem z półki „Praktyczny Komentarz do Nowego Testamentu” i znalazłem wyjaśnienie, które potwierdziło moje przypuszczenie. „Zwrot >wszelkie stworzenie< oznacza w pierwszym rzędzie człowieka, ale obejmuje też w pewnym sensie wszystko, co stworzone, zatem nawet stworzenia nierozumne” /z „Praktycznego Komentarza…”, O. A. Jankowski, ks. K. Romaniuk, ks. L. Stachowiak/. Odetchnąłem z ulgą i radością. Mogę pójść do parku i wszystkim ptakom ogłosić Dobrą Nowinę. W końcu śpiewają na Bożą chwałę. A po obiedzie wezmę kilka jabłek i pomaszeruję na gospodarstwo, by koniom, osłom i mulicom /od czterech dni mamy kolejną: „Troskę”/ też powiedzieć, że Bóg je kocha i, jak piszą owi autorzy Komentarza: „wszelkie stworzenie również uczestniczy na swój sposób w odkupieniu człowieka”. Muszę się przy tej swoistej stajennej agapie dobrze wsłuchać w język Equus /ciekawie pisze o tym języku i „układaniu” koni Monty Roberts/ mojej rodziny koniowatych. Może przy okazji dołożą  do tej wielkanocnej radości swoje trzy grosze i to nie tylko dlatego, że dostaną jakieś smakołyki. Dziś często wszystko lub wiele trzeba kupować, choć mądrzy powiadają, a Bóg nas uczy, że najcenniejsze rzeczy na świecie są bezcenne i jak to śpiewał Staszek Sojka: „są na tym świecie rzeczy, których nie można kupić”. To idę. Życzę radości.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/04/wszelkie-stworzenie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Świąteczne znaki</title>
		<link>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/04/swiateczne-znaki/</link>
		<comments>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/04/swiateczne-znaki/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 07 Apr 2012 21:10:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ks. Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[O wszystkim]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/?p=237</guid>
		<description><![CDATA[Szkoda, że zajączek wygrywa z barankiem, a święcenie pokarmów z Wigilią Paschalną. Kiedyś mówiło się, że to komuniści specjalnie drukują kartki z pisankami, kurczakami i zającami. Dziś możemy wybierać. Popyt rodzi podaż takich, a nie innych symboli wielkanocnych. Trochę rozumiem, że małe dzieci mają kłopoty, by w sobotni wieczór spędzić w kościele ok. 2 godzin. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Szkoda, że zajączek wygrywa z barankiem, a święcenie pokarmów z Wigilią Paschalną. Kiedyś mówiło się, że to komuniści specjalnie drukują kartki z pisankami, kurczakami i zającami. Dziś możemy wybierać. Popyt rodzi podaż takich, a nie innych symboli wielkanocnych. Trochę rozumiem, że małe dzieci mają kłopoty, by w sobotni wieczór spędzić w kościele ok. 2 godzin. A taka święconka to fajna sprawa, bo i w dzień, coś się tam niesie w rączce, no i przede wszystkim to wcześniejsze układanie tych wszystkich specjałów. Ale wbrew pozorom taka Wigilia Paschalna może być bardzo ciekawa &#8211; że tak się wyrażę – dla małego dziecka. Tyle się tam dzieje: i jakieś ognisko, potem chodzenie po ciemku, zapalanie świec, kropienie wodą i dużo różnych przemarszów i dymów kadzidła. Może czytanie tekstów i długie śpiewy mogą trochę malców znużyć, no, ale jest wtedy okazja, by trochę odpocząć i się np. zdrzemnąć. Pisząc poważnie do dorosłych, to szkoda mi, że tak mało ludzi uczestniczy w tej szczególnej nocnej liturgii. Tylko raz w roku mamy okazję zanurzyć się w niezwykłej tajemnicy Bożego zwycięstwa. To najważniejsza noc: Wielka noc. Być może nie idziemy wtedy do kościoła, bo to wszystkie znaki i symbole są za trudne /gdzie są dobre komentarze i katecheza na ten temat?/. Może sprawowanie tej liturgii jest mało – że się tak wyrażę  &#8211; pasjonujące?  Tu nie chodzi o przedstawienie, ale nieraz czuje się jakieś zmęczenie albo brak serca. Jak nie ma w liturgii – a ta jest bardzo wymagająca – ładu, składu, porządku i przygotowania, to czas się dłuży. Pewnie w dużym ośrodku duszpasterskim, parafii znajdzie się trochę zdolnych i zapalonych ludzi, którzy zrobią to dobrze. Okazuje się, że może być tłum ludzi na Wigilii Paschalnej, jak np. u Dominikanów w Krakowie. Ale trzeba się trochę postarać. Myślę jednak, że najbardziej we znaki dają się nasze przyzwyczajenia. To chyba jest przekazywane z pokolenia na pokolenie. W Wielki Piątek prawie każdy chce ucałować stopy Jezusa na krzyżu – i dobrze. Ale Jezus zaprasza nas, byśmy poszli do grobu, a potem z Nim wyszli z niego. I tu potrzeba trochę wysiłku i nowego spojrzenia.<br />
PS. Życzę wszystkim czytelnikom moich tekstów, by spotkali Zmartwychwstałego. Nie bójmy się. On chce nas przekonać, że żyje. A my razem z Nim. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/04/swiateczne-znaki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Lepiej coś mieć</title>
		<link>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/04/lepiej-cos-miec/</link>
		<comments>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/04/lepiej-cos-miec/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 01 Apr 2012 19:31:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ks. Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[O wszystkim]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/?p=235</guid>
		<description><![CDATA[W swoich rozmowach rekolekcyjnych z dziećmi /można tez je nazwać konferencjami, choć to w moim przypadku nieprecyzyjne/ pytam niekiedy, co warto zabrać na pieszą wędrówkę. Z reguły najpierw pojawiają się produkty do jedzenia i picia, co świadczy o dobrym apetycie i zdrowym rozsądku. Potem dzieci proponują, by zabrać dobre buty, plecak, namiot, materac… Ciekawostką jest, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W swoich rozmowach rekolekcyjnych z dziećmi /można tez je nazwać konferencjami, choć to w moim przypadku nieprecyzyjne/ pytam niekiedy, co warto zabrać na pieszą wędrówkę. Z reguły najpierw pojawiają się produkty do jedzenia i picia, co świadczy o dobrym apetycie i zdrowym rozsądku. Potem dzieci proponują, by zabrać dobre buty, plecak, namiot, materac… Ciekawostką jest, że biorą też pod uwagę wypadki, które chodzą po ludziach. I tu – widać dobry wpływ różnych akcji – oprócz apteczki, zalecają wziąć telefon komórkowy. Już dobrze wiedzą, że można, korzystając z jego możliwości, ściągnąć pomoc i służby ratunkowe. Jako że na rekolekcjach pyta je ksiądz, co bystrzejsze podpowiadają, by zabrać krzyż, różaniec czy Pismo Święte. Najciekawsze dla mnie jest dlaczego chciałyby zabrać te „święte rzeczy”. Otóż odpowiedź brzmi: „by nic złego się nam nie stało”. Pięknie. Odnoszę wrażenie, że same dzieci na to nie wpadły. Pewnie podpatrzyły lub podsłuchały u starszych. Kiedyś, przy okazji wspomnienia św. Krzysztofa, pisałem już o różnych świętych przedmiotach „na szczęście”. Okazuje się, że problem nie dotyczy tylko kierowców. Nie jest też nowy, co można wyczytać np. w książce ks. Kracika „Relikwie”. Może to za mocne słowa, ale my, wierzący w Boga, nierzadko uprawiamy bałwochwalstwo i różne dziwne praktyki ocierające się o magię. Pewnie to jest niezła droga na skróty w tej naszej pobożności. Niestety, kto drogę skraca, do domu nie wraca, jak mawiał mój świętej pamięci dziadek. I chodzi w tym przypadku o dom, w którym Bóg jest gospodarzem. Taka nasza wiara w moc przedmiotów /także tych świętych i poświęconych/ daleka jest od Boga, jedynego i prawdziwego, który – powtarzając za psalmistą &#8211; strzeże nas jak źrenicy oka. Żebym był dobrze zrozumiany: wiem co to poświęcone, ale nie wierzę w moc przedmiotów. To Bóg ma moc, a nie drzemie ona w kawałku drewna, metalu czy plastiku. Zdaję sobie sprawę, że świadomość ludzka co do „świętych rzeczy na szczęście” jest głęboko zakorzeniona /historycy, etnografowie i badacze religii podaliby tutaj dużo argumentów/ i podawana – jak pokazują moje doświadczenia rekolekcyjne &#8211;  z ojca na syna /z matki na córkę też/.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/04/lepiej-cos-miec/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kiedy do spowiedzi?</title>
		<link>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/03/kiedy-do-spowiedzi/</link>
		<comments>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/03/kiedy-do-spowiedzi/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 24 Mar 2012 20:07:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ks. Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[O wszystkim]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/?p=233</guid>
		<description><![CDATA[Patrząc wstecz na moje wpisy, przeważnie w pobliżu świąt pisałem o spowiedzi. Dziś też mam ochotę na wtrącenie swoich trzech groszy w tym temacie. Człowiek idzie do spowiedzi trochę – tak myślę – jak do lekarza. Grzechy zatruwają nam życie, niszczą więź z Bogiem i ludźmi, osłabiają nas. Jednym słowem: chorujemy. A Jezus ukazuje się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Patrząc wstecz na moje wpisy, przeważnie w pobliżu świąt pisałem o spowiedzi. Dziś też mam ochotę na wtrącenie swoich trzech groszy w tym temacie.<br />
Człowiek idzie do spowiedzi trochę – tak myślę – jak do lekarza. Grzechy zatruwają nam życie, niszczą więź z Bogiem i ludźmi, osłabiają nas. Jednym słowem: chorujemy. A Jezus ukazuje się nam jako lekarz, ten, który uzdrawia. Zresztą w ewangelicznych opisach można zobaczyć, że jeśli Jezus uzdrawiał, to często podkreślał wewnętrzny, duchowy aspekt tego, co czynił. Mówił i wyjaśniał, np. &#8222;Cóż bowiem jest łatwiej powiedzieć: &#8222;Odpuszczają ci się twoje grzechy&#8221;, czy też powiedzieć: &#8222;Wstań i chodź!&#8221; /Mt 9:5/. Czynił to kiedyś i chce to robić dziś – w sakramencie pokuty i pojednania. Jeśli rzeczywiście traktujemy spowiedź jak wizytę u lekarza, to dziwi mnie, że nie idziemy po uleczenie natychmiast, kiedy widzimy objawy choroby. Może nie powinno to zaskakiwać, bo w końcu nierzadko zdarza się, że ktoś ze strachu przed lekarzem lub bagatelizując chorobę, omija gabinet lekarski szerokim łukiem. Nieraz okazuje się, że nasze odwlekanie leczenia ma swoje dramatyczne konsekwencje. Ale jak ktoś rzeczywiście dba o swoje zdrowie to – pomimo kolejek, nie najlepszej kondycji naszej służby zdrowia i przygnębiającej atmosfery medycznych poczekalni – maszeruje na badania, zabiegi i po właściwe lekarstwa. Podobnie ma się ze spowiedzią. Dlatego nie warto czekać z nią na jakieś szczęśliwy zbieg okoliczności czy święta. Trzeba przełamać swój lęk, wstyd i opór przed wysiłkiem. Trzeba zobaczyć zdrowie, które możemy mieć, jeśli poddamy się temu zabiegowi. Tylko taka motywacja bywa naprawdę skuteczna. Szkoda tylko, że niezbyt często można ją zobaczyć u penitentów. Mamy lekarza, lekarstwa i przyszłe zdrowie za darmo. Wystarczy wyciągnąć rękę.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/03/kiedy-do-spowiedzi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wiosna? Ach to ty!</title>
		<link>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/03/wiosna-ach-to-ty/</link>
		<comments>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/03/wiosna-ach-to-ty/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 18 Mar 2012 17:35:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ks. Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[O wszystkim]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/?p=230</guid>
		<description><![CDATA[Lubię wiosnę. Mimo, że taka nieraz nieprzewidywalna i potrafi człowieka wraz z całą przyrodą znienacka zmrozić. Ta pora roku potrafi sprawić trochę kłopotów, m.in. z właściwym odzieniem. Przypiekające słońce każe zdjąć zimowe okrycia, ale zbyt duży negliż wywołuje następnego dnia katar i drapanie w gardle. Mimo tych i wielu innych jeszcze wiosennych problemów, lubię tę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Lubię wiosnę. Mimo, że taka nieraz nieprzewidywalna i potrafi człowieka wraz z całą przyrodą znienacka zmrozić. Ta pora roku potrafi sprawić trochę kłopotów, m.in. z właściwym odzieniem. Przypiekające słońce każe zdjąć zimowe okrycia, ale zbyt duży negliż wywołuje następnego dnia katar i drapanie w gardle. Mimo tych i wielu innych jeszcze wiosennych problemów, lubię tę porę roku. Trzeba ruszyć się z przegrzanego mieszkanka.  Pogrzebać trochę w ziemi. Miło się jednak pracuje na świeżym powietrzu, kiedy drzewa puszczają pąki, a z góry rozlega się śpiew ptaków /już kiedyś pisałem, że w naszym parku jest gwarnie i radośnie –  zastanawiam się nieraz skąd ptaki biorą te wszystkie melodie?/. Jak ja to lubię! Wszystko budzi się do życia i – patrząc z perspektywy księdza – dobrze by było, gdyby i nasz duch /że tak to wyrażę/ miał ochotę na nowe narodzenie. W każdej parafii, a dziś także i w innych miejscach, np. w sieci internetowej, można wziąć udział w rekolekcjach. Piszę: „można”, bo nie da się siłą zmusić kogoś do nawrócenia. A przecież rekolekcje są po to, by się nawrócić albo inaczej &#8211; zwrócić na nowo ku Bogu. Wydaję się to oczywiste, ale nieraz dostrzegam raczej wewnętrzny /lub zewnętrzny, kiedy w parafii jest opresyjny duszpasterz/ przymus, by pójść do kościoła, wysłuchać kazań i się wyspowiadać. O spowiedzi przedświątecznej już pisałem.  A co do słuchania kazań, to zastanawiam się nieraz, ile jest w tym szukania przyjemnych opowieści /nawet jeśli są to mrożące krew w żyłach przykłady/. Zdaję sobie sprawę, że na różne sposoby Pan Bóg nas nawraca i rekolekcjonista jest tylko swoistym posłańcem. Powinien się przygotować i zgodnie ze swoim sumieniem i talentami /a to przecież dary od Boga/ przekazać wszystko, co ma najlepszego, wiernym, obecnym na rekolekcjach. Reszta należy do Boga i człowieka, który chce Go spotkać. Jak nieraz czuję lęk czy niepokój o skuteczność nauk, to przypominam sobie, że kiedyś w Starym Testamencie Bóg przemówił przez oślicę Balaama. A więc wszystko jest możliwe, o ile człowiek chce słuchać Boga.<br />
Ps. Chyba pójdę do parku. Muzyka wielogłosowa na żywo. Do tego gratis: zachodzące słońce.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/03/wiosna-ach-to-ty/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Baby on board</title>
		<link>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/03/baby-on-board/</link>
		<comments>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/03/baby-on-board/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 11 Mar 2012 08:05:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ks. Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[O wszystkim]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/?p=227</guid>
		<description><![CDATA[Naklejki z taką informacją można spotkać na niejednym aucie. Mówi ona, że w aucie przewożone jest dziecko. Nie sprawdzałem tego, ale mam wrażenie, że pomysł przyszedł do nas z Zachodu /co sugeruje język angielski/. Zresztą myślę, że na wielu autach przykleili tę naklejkę pierwsi właściciele aut, które mając po klika, a nawet kilkanaście lat trafiły [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Naklejki z taką informacją można spotkać na niejednym aucie. Mówi ona, że w aucie przewożone jest dziecko. Nie sprawdzałem tego, ale mam wrażenie, że pomysł przyszedł do nas z Zachodu /co sugeruje język angielski/. Zresztą myślę, że na wielu autach przykleili tę naklejkę pierwsi właściciele aut, które mając po klika, a nawet kilkanaście lat trafiły na nasze drogi. Domyślam się, że pomysł informowania innych użytkowników drogi nie wynikał li tylko z pochwalenia się swoją pociechą/ czy nawet większą ich ilością/, co raczej sugerował, jak cenny „towar” jest w takim aucie przewożony. Tym przydługim wstępem chciałbym wprowadzić w polskie realia wożenia dzieci w samochodach. Owszem, są przepisy dotyczące tych spraw. I to dość jasne, a nawet obwarowane punktami i mandatami w wypadku ich nieprzestrzegania. Ale, że my jesteśmy ludem, co to jest ponad prawo /przecież wiemy lepiej/, to na naszych drogach możemy obejrzeć przeróżne &#8211; dech zapierające – obrazki. Oto młoda matka lub ojciec /ewentualnie dziadek, itd./ wiozą na przednim siedzeniu swoją pociechę. A że latorośl mała, to i pasami nie można jej przypiąć. Kierowca zadowolony, dziecko też /bo siedzi z przodu jak dorosły, a nie w jakimś durnym foteliku/. Widząc nierzadko taki obrazek, podziwiam wiarę tego kierowcy w swoje umiejętności i umiejętności innych użytkowników drogi. A może to tylko brak wyobraźni czy głupota /co to piechotą nie chadza, a obecna w niejednej głowie/. Może to też wiara w opatrzność /”co ma być to będzie”/ lub pomoc Bożą /w końcu nie bez powodu w aucie na magnes przeczepił się św. Krzysztof, a u lusterka dynda różaniec/. Pewnie można by tak dalej się rozwodzić nad ludzką bezmyślnością, która kłóci się z miłością i troskliwością o swoje dzieci. Ktoś powie, że przecież to nie wyprawa w góry czy nad morze, że to niedaleko, że będą jechał wolno. Takie tłumaczenia zwykle nie padają, gdy dojdzie już do wypadku. Wtedy są łzy, pretensje /do innych i Pana Boga/ i koniec świata. Myślę, że z tym wożeniem dzieci, jest jak z jazdą po pijanemu. Wiemy jak powinno być, lecz przymykamy oczy, bo przecież nam się nic nie stanie. „Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka”. Ale by nie było tylko narzekania, przesyłam wyrazy szacunku dla wszystkich tych, którzy, oprócz posiadania czterech kółek i prawa jazdy, mają też myślącą głowę.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://jezierski.pallotyni-wadowice.org.pl/2012/03/baby-on-board/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

