Kiedyś kojarzyły mi się z naprawą dętki albo przecierającym się na łokciach swetrem. W pierwszym przypadku ratowały komuś przyjemność z poruszania się kołowym pojazdem. W drugim mogły przedłużyć życie zniszczonej odzieży, a nawet nieraz podkreślić walory sweterka. Dziś częściej słychać o łatkach przyczepianych ludziom, za którymi się nie przepada. Są świetnym narzędziem do wykluczania innych z różnych społeczności. Można by rzec, że taka łatka to często/choć nie zawsze/ potwarz, pomówienie czy oszczerstwo /nie mamy chyba wątpliwości co do oceny moralnej takich zachowań/, ale jak ładnie i niewinnie brzmi. Oznaczamy nią innych, klasyfikujemy, a potem wrzucamy do takiej czy innej grupy. Najczęściej do tej nielubianej przez nas. I mamy takiego kogoś „z głowy”. Łatka zazwyczaj utrudnia, a nawet uniemożliwia prowadzenie rozmowy czy dyskusji. Przecież wiemy czego możemy się spodziewać, a więc po co słuchać, ważyć argumenty, wspólnie szukać rozwiązań… Pewnie dużo o człowieku mówi to co dana osoba czyta, czego słucha, jakie stacje telewizyjne ogląda, ale to nie oznacza, że nie można z nią pogadać. Owszem, może to być stratą czasu, kiedy obie strony tylko mówią, a nie chcą się słuchać, ale to materiał na inne rozważania.
Bywa, że przypięta łatka dobrze się trzyma i nawet jeśli ktoś próbuje ją odczepić, to nie jest to takie łatwe i proste.