O „kolędzie”, czyli wizycie duszpasterskiej, napisano wiele. Temat nośny, bo aktualny i wzbudza emocje. Widać to np. po komentarzach w sieci. Można to i owo usłyszeć na ulicy. Jedni bronią „kolędy” i piszą, że jest to okazja do rozmowy ze swoim duszpasterzem. Inni mówią: to zbiórka pieniędzy, ksiądz wpada po „kopertę”, bo na więcej nie ma czasu. Oczywiście owe głosy są uzależnione od wielu czynników. Na wsi będzie inaczej niż w mieście. Oceny „kolędy” zależą od zachowania konkretnych księży: jedni się starają, inni nie. Nie bez znaczenia będzie też zaangażowanie w życie kościoła tych, którzy oceniają. Osobiście cieszę się, że nie muszę chodzić „po kolędzie”. W pierwszym roku kapłaństwa „kolędowałem” w 10 tys. parafii w dużym mieście. Było nas dwóch /proboszcz i ja/, a przez kilka dni pomagał „wynajęty” trzeci ksiądz. Prawie nikogo się nie znało, miało się poczucie, że ludzie wieczorem chcą iść spać, a wielu po prostu nie wie o kolędzie, bo parafia istnieje od roku i jest tylko prowizoryczna kaplica. Jak do tego dołożymy, że pewna grupa mieszkańców nie chciała parafii, to mamy obraz niewesołej wędrówki. Ale był zapał i konieczność /byłem „wypożyczonym” księdzem zakonnym, który pracował w parafii diecezjalnej/. W innej parafii nieraz słyszałem podczas kolędy: „o! mamy nowego księdza”, choć tam byłem od trzech lat. Nauczyłem się też odmawiać proponowanej „na wejście” kawy czy herbaty w domach, gdzie nie znałem – przynajmniej z widzenia – ludzi. Zanim stałem się asertywny, najczęściej po kilku minutach okazywało się, że propozycja była „z grzeczności”, a ludzie tak naprawdę nie chcą rozmawiać z księdzem, bo i o czym? Ale… woda musi się zagotować /wrzątku nie wypiję/, a więc siedzę i kombinuję, by nie było niemiło. W czasie kolędy zdarzało się wiele ciekawych spotkań z ludźmi, których znałem z kościoła, i takich, w czasie których trzeba było robić dobrą minę. Zawsze doskwierała mi myśl, że nie wszyscy może chcą tej wizyty, ale nie wypada im odmówić. I te ilości poznanych szybko ludzi, którzy zacierali się i mieszali w pamięci. Inaczej chodziło się po wsi /z kolegą zastępowaliśmy umierającego na raka młodego proboszcza/. Ważne było, że ludzie nas znają z kościoła.
Kiedy słyszę pytanie: czy kolęda jest potrzebna?, odpowiadam: to zależy. Trzeba by zastanowić się o co nam chodzi w tej wizycie duszpasterskiej i potem dostosować do niej warunki. Bo trudno mówić o okazji do porozmawiania z duszpasterzem, poznania się, kiedy on ma kilka minut albo jest zmęczony tym „ciągłym poznawaniem” /np. gdy jednego dnia jest do odwiedzenia 30 czy 40 mieszkań/. Kiedy nie ma ochoty na spotkanie /czy to ze strony duszpasterza, czy odwiedzanych parafian/, to ono nie może się udać. A jeśli przyjmiemy, że jest to święcenie mieszkań i zbiórka pieniędzy, to powiedzmy to jasno. W takim wypadku kolęda „pójdzie migiem”. Potem tylko to trzeba by wszystko rozliczyć i podać do wiadomości. Transparentność – dziś ważne słowo. Kolęda ma tradycję, ale wypadałoby ją dziś dobrze zaadaptować do warunków.
#1 by jagna on 9 stycznia 2012 - 23:42
Quote
Właściwie to po co każdego roku święcić mieszkanie? Medalik święci się przecież raz. Kopertę można na potrzeby parafii podać przy każdej innej okazji, zresztą na tacę już wiele osób (przynajmniej tam gdzie często uczestniczę w niedzielnej Mszy św.) kładzie banknoty. Więc po co dawać pretekst do krytyki, że chodzi o koperty. Proszę na mnie za powyższe nie napadać bo zaręczam, większej życzliwości trudno będzie znaleźć.
Mnie, bardzo zwykłej osobie, wydaje się, że ludziom pewne sprawy trzeba wyjaśniać (i to w sposób niekoniecznie naukowy) jak również trochę słuchać – wtedy okazałoby się, że może ludzie liczą na pomoc w trudnych problemach, że pragną nawrócenia, tęsknią za prawdą. A po ludzku, potrzebują przyjaźni, wsparcia. Kiedyś swojemu proboszczowi sugerowałam, że przydałaby się informacja ile w parafii jest osób niepełnosprawnych, potrzebujących pomocy (chodzi mi o osoby, które nigdy same nie poproszą o pomoc bo są ambitni, bo sąsiad by się dowiedział albo trzeba podać nr pesel) i próbować tym osobom okazywać serce i ciepło. Ale w mojej parafii coś mi się wydaje, że jest towarzystwo wzajemnej adoracji. Życzę dobra. Szczęść Boże!
#2 by teresa on 10 stycznia 2012 - 17:06
Quote
Znam parafię, gdzie księża nie przyjmują żadnych pieniędzy podczas kolędy. Osoby chcące przekazać ofiarę, zostawiają ją w kościele w specjalnie w tym celu ustawionej puszce. W innej z kolei, wierni chcący przyjąć księdza „po kolędzie”, już w grudniu wypełniają króciutkie deklaracje i zostawiają je w kancelarii parafialnej. Być może takie formy są pewnym rozwiązaniem w poprawianiu „komfortu” kolędy tak jednej jak i drugiej stronie. Myślę jednak, że żadne inicjatywy nie zastąpią kultury i wzajemnego szacunku. To odwiedzani powinni pamiętać, że są gospodarzami , a ksiądz jest GOŚCIEM w ich domu. Bez względu jak krytycznie ocenialiby „instytucję” kolędy, to skoro przyjmują już księdza, należy traktować Go z należnym szacunkiem. To gospodarz winien zadbać o miłą i serdeczną atmosferę wizyty. Czy zdarzają się nietaktowne zachowania księży? Pewnie tak, ale nie zmienia to faktu, że ksiądz odwiedzający swoich parafian zwykle znajduje się w nieco trudniejszej sytuacji. Piszę to z pozycji swojej parafii – dużej, miejskiej gdzie jest większa anonimowość i częstsze też zmiany kapłanów. Większość parafian – do których i ja należę – swoje „zaangażowanie” w życie parafii ogranicza do coniedzielnych Mszy św. i kilku nabożeństw w roku. Zatem, mnie księża nie znają . . . no może z widzenia /chociaż w to wątpię, bo . . . i wiek już nie ten, i uroda niezbyt nachalna . . . hi, hi, hi/ Ale ja trochę „moich” księży znam, chociażby ze sposobu, formy i treści głoszonych przez nich kazań czy homilii. Stąd prosty wniosek: odwiedzani w większości to nieznajomi, a odwiedzający to „nasz”. W moim przekonaniu „kolędowanie” to trudna, a pewnie niekiedy bardzo stresująca misja. Dlatego też, w tym zwłaszcza czasie, wzrasta we mnie poziom empatii w stosunku do księży. Serdecznie pozdrawiam Księdza i wszystkich Księży „kolędujących”. Niech pamiętają, że są parafianie, którzy z radością oczekują wizyty duszpasterskiej.
#3 by ks. Jacek on 11 stycznia 2012 - 11:26
Quote
@jagna
Nie napadnę:-))) A słuchanie jest bardzo potrzebne i trudne. Stąd moje „bóle”, że na kolędzie nieraz nie było czasu, by posłuchać. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! x.jacek
#4 by Gość on 11 stycznia 2012 - 14:24
Quote
Oj brakuje przejrzystości w finansowaniu Kościoła. Jedyne sensowne rozwiązanie to chyba podatek kościelny i koniec z „co łaska”. Do tego instytucja która sprawiedliwie by rozdzielała i rozliczała tą kasę. A tak każdy proboszcz robi co chce (lebie lub gorzej), bez większej kontroli, chciałoby się powiedzieć „róbta co chceta”.
A przy okazji, brakowało mi w ogłoszeniach parafialnych informacji o zbiórce WOŚP… tydzień przed jak i w czasie.
#5 by ks. Jacek on 11 stycznia 2012 - 17:37
Quote
Hmm… Przejrzystość: tak! Ale jeśli chodzi o rozdzielanie, to czuję pewien niepokój. A rodzi się on z obserwacji jak są nieraz wydawane „wspólne pieniądze”. Bywa, że odpowiednich kwot nie dostają ci, którzy na to zasługują, ale ci, którzy są „bliżej władzy”.
A co do ogłoszeń. Oprócz ogłoszeń tzw.”kościelnych”, staram się innych nie zamieszczać. Chyba, że ktoś o to prosi. WOŚP nie prosiła, a poza tym miała taką reklamę, że każdy wiedział o zbiórce.
#6 by Gość on 11 stycznia 2012 - 22:35
Quote
Nie tyle miałem na myśli reklamę co krótkie info, że oni też są OK, kochajmy się.
Obserwuję znaczną niechęć „konserwatywnego” społeczeństwa do WOŚP, może w ten sposób by się udało im przemówić do rozumu. Bo taki jeden z drugim póki nie zobaczy w szpitalu ile jest sprzętu z wośp’a, póki nie zobaczy jak dzięki niemu ratują jego wnuczka to nie uwierzy…….
Co do dzielenia kasy, wszędzie musi być nadzór, wszędzie są przekręty, nadużycia…
#7 by owieczka on 16 stycznia 2012 - 19:11
Quote
@Gość
proponuję NFZ zamienić WOŚPem, abyśmy tylko jedne „składki” płacili.
@ks. Jacek
dziękuję za relację, jak to wygląda po „drugiej stronie”.
Pamiętam pewną kolędę, gdy ksiądz przyniósł gałązkę sosnową
#8 by Kasia on 30 stycznia 2012 - 19:38
Quote
Ja mówiąc szczerze co roku z wielką radością czekam na księdza swój czy wypożyczony jak mówicie zawsze jest mile widziany i moim zdaniem to od nas zależy jak ta wizyta będzie wyglądać.Jeżeli chodzi o tą słynną kopertę to uważam że ona nie jest głównym celem wizyty księdza,tak jest w mojej parafii.Nie ma przymusu przyjmowania księdza nie masz ochoty poprostu grzecznie dziękujesz.I tak na koniec taka mała moja refleksja nie znam nikogo kto jest blisko kościoła i zszedłby na złą drogę .Nie biegam codziennie do kościoła bo nie czuje takiej potrzeby ,chodzę dla siebie a nie po to żeby mnie sąsiedzi widzieli ,ale dla mnie niedziela bez mszy świętej jest jakaś dziwna i pusta.Pozdrawiam wszystkich a księdzu życzę Wiele łask Bożych
#9 by ks. Jacek on 30 stycznia 2012 - 21:10
Quote
Dziękuję za życzenia. I życzę dobrych dróg i wiele radości.