Już kiedyś pisałem o tym, jak porusza mnie widok pola leżącego odłogiem. Podobnie się czuję, widząc zmarnowany zapał ludzi. Ogarnia mnie smutek i złość „jak moc pospólną trwoni nieudolna władza” – o czym pisał w swoim 66 sonecie Szekspir /przekład: S. Barańczak/. Niestety, często niewiele można zrobić, by było inaczej. Bo ta władza zdaje się czuć dobrze i płynie sobie, ręką mocno dzierżąc ster, choć ten statek to Titanic. Zresztą dość szybko znajdzie klakierów albo mnóstwo wymówek, że przecież niewiele może zrobić, że czasy ciężkie, itd. itp. Jezus kiedyś powiedział, że „komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą” /Łk 12,48/. Brzmi twardo i może niejednego zarządcę czy szefa przestraszyć. Ale nie od dziś wiadomo, że ten na górze odpowiada nie tylko za siebie, ale przede wszystkim za firmę i pracujących tam ludzi. Przynajmniej tak powinno być, ale obecnie – niestety – coraz częściej spotykamy się z ratowaniem własnej skóry /bywa, że i kosztem podwładnych/. Może dlatego szefowie rzadko bywają lubiani. Dziś nie brakuje różnych kursów menadżerskich, gdzie można się szkolić. Ale dochodzę do wniosku, że ta wiedza /nieraz zdobyta za duże pieniądze/ potrzebna jest do CV, awansu, czy wręcz dobrego samopoczucia. A dobre szefostwo bierze się z umiejętności, dbania o dobre wyniki i… empatii, bycia z ludźmi. Dodałbym jeszcze pokorę, która z pozoru powinna przydać się podwładnym, bijącym czołem przed władzą z przymilnym uśmiechem. Ale właśnie ta pokora, czyli prawda o sobie i swoich ograniczeniach, pozwala zrozumieć kłopoty innych, a i niekiedy zrezygnować z zarządzania, kiedy okazuje się, że nie daje się rady. Kiedy już o tym piszę, nie można też zapomnieć o odwadze, która staje się coraz rzadsza, bo ma za dużo do stracenia. Mówi się, że władza to służba. Brzmi ładnie. Ale chyba zapomina się o pytaniu: komu się służy? Sobie?
To wszystko co napisałem można odnieść do różnych rodzajów odpowiedzialności i zarządzania. Może nawet ktoś zobaczy tam siebie albo jakiegoś szefa. Ja zobaczyłem. Stąd ten tekst.