W pierwszym odruchu chciałem napisać, że nawet powinien. W porę uświadomiłem sobie, że – biorąc pod uwagę troskę o bliźniego – w niektórych przypadkach można by jednak poprosić o milczenie. Z doświadczenia wiem, że beztalencia muzyczne zdarzają się rzadko. Ale, kiedy je mamy obok, możemy rzeczywiście cierpieć męki. Bywa, że ludzie nie śpiewają, bo brakuje im odwagi /na różnych imprezach, biesiadach czy meczach – być może „po wpływem” – drą się nieźle/. By nie wpaść w zbyt szeroki temat, chciałbym zauważyć rolę śpiewu w kościele, a jeszcze „zawężając” – na Mszy św. Śpiewanie pieśni nie ma charakteru przerywnika /żeby ksiądz przy ołtarzu coś mógł zrobić i ciągle nie musiał „gadać”/ czy też jakiegoś wypełniacza /jak np. jakaś pianka uszczelniająca/. Śpiew ma pomóc w przeżywaniu Mszy św. i być modlitwą – ma nas prowadzić do Boga. Pewnie nie zawsze to się udaje, bo np. pieśni są źle dobrane, organista ma 40% trafień w klawisze, sąsiedzi fałszują, a na dokładkę ja nie znam tekstu. Można by dołożyć jeszcze kilka innych przeszkód, ale nie chodzi mi o to, by coś wyśmiać. Raczej zachęcić do wspólnego śpiewania i pokonywania – na ile to możliwe /tekstu mogę się nauczyć, ale fałszujących nie zastrzelę…/ tych różnych trudności. Przez całe wieki, od czasów Bogurodzicy, powstawały pieśni i śpiewano je na Bożą chwałę i ku zbudowaniu ludzi. Trzeba „tylko”, a może „aż” przypominać je i śpiewać. Pewną trudnością jest słaba znajomość tekstów. Widać to szczególnie np. przy kolędach. Znamy ich dość dużo, ale z reguły po jednej zwrotce. Być może pamięć u nas już nie taka jak kiedyś albo zaprzątnięta tymi wszystkimi PIN-ami i hasłami. Kiedyś na Śląsku każdy chodził do kościoła z książeczką do nabożeństwa i było z czego śpiewać. Potem pojawiły się w kościołach rzutniki. Dziś są telewizory i różne wyświetlacze. Przyznam, że od jakiegoś czasu myślę i dyskutuję ze współbraćmi, co by tu zrobić, by mieć tekst przed oczami. Nawet kiedyś zagościła do nas firma prezentująca wyświetlacze, ale raczej ich nie zainstalujemy. Telewizora też nie – niech sobie siedzi w sali czy pokoju. Dzisiejsze nowinki techniczne – to tylko moje zdanie – psują szczególny charakter kościoła. Jego sakralność. Jak to wszystko pogodzić?… Nie wiem. Ale najważniejsze, by wiedzieć po co się śpiewa i dla Kogo. Jeśli jesteśmy w stanie zaangażować głowę, serce, głos, płuca, uszy, itd. to możemy poczuć się jak na próbie przed tym niebieskim śpiewaniem. No bo przecież każdy z nas przygotowuje się na tę Ucztę w niebie, dokąd zaprasza nas nasz najlepszy Ojciec. By rozwiać niepokoje tych, co „im słoń nadepnął na uszy”, u Boga każdy sobie poradzi. I nie będzie to – jak nieraz pokazują to przeciwnicy Pana Boga – nudne śpiewanie kiepskich kawałków. Ale najlepszy koncert jaki ktokolwiek widział i przeżył – nie do wyobrażenia! Bo czyż można wyobrazić sobie Boga? Albo niebo? Można tylko uwierzyć Bogu na słowo.
#1 by Gość on 27 listopada 2011 - 17:46
Quote
W tym momencie wyświetlacze są w większości kościołów, to chyba jednak najlepsza forma. Ważniejszy dla mnie jest repertuar, nie lubię eksperymentów, na siłę wprowadzanych dziwnych utworów, śpiewanych wszystkich na jedno kopyto… (bo komuś się wydaje, że ma talent
). Najbardziej boli to w święta, uczę dzieciaka pięknych kolęd, obiecuję, że w kościele sobie pośpiewa a tu czasami nawet jednej… Dlatego przychodzę na kopiec.
#2 by teresa on 27 listopada 2011 - 19:50
Quote
Ten Księdza wpis przypomniał mi lata sześćdziesiąte i Msze św. w czasie Bożego Narodzenia. Byłam wtedy dzieckiem ale do dzisiaj pamiętam ten nastrój, atmosferę , i te głośne, radosne śpiewanie. Kościół wtedy wypełniony był po brzegi. Kiedy zagrzmiało „Bóg się rodzi’ to ściany drżały. Dominowały męskie, donośne głosy. A dzisiaj? No cóż – kościołów więcej, ale w nich jakby lużniej i ciszej.
#3 by ks. Jacek on 27 listopada 2011 - 20:41
Quote
Jakoś „większość” mnie nie przekonuje. A poza tym trochę „zalatuje” dworcem. Cóż… A kolęd trzeba już zacząć uczyć, bo święta tuż, tuż.
#4 by Staszek on 28 listopada 2011 - 13:22
Quote
W moim Kościele parafialnym od dwóch miesięcy funkcjonuje tzw. wyświetlacz. Z początku bylem zadowolony, ponieważ nasz pan organista nie uczy nas tekstów pieśni i myślałem że techniczne rozwiązanie jest w tym przypadku właściwe. Ale kiedy zaczęło pojawiać się Chwała , Ojcze Nasz, Wierze w Boga okazało się że większą część mszy jesteśmy wpatrzeni w ekran. Natomiast z dzieciństwa pamiętam organistę, który przed mszą stawał przed nami i powtarzał pieśni, które będą na danej mszy lub uczył nowych…..
#5 by Gość on 30 listopada 2011 - 13:12
Quote
Nie wiem co „gorsze”, wielki ekran o góry czy wyświetlacz z tekstami. W sumie pierwszy raz go w ostatnią niedzielę widziałem i miałem mieszane uczucia… pierwsze wrażenie raczej negatywne, ale chyba do wszystkiego można się przyzwyczaić.
#6 by ks. Jacek on 1 grudnia 2011 - 22:40
Quote
Zapraszam „na dół” do kościoła. Wydaje mi się, że tylko o 10.00 szybko zapełniają się miejsca w kościele. A ekran ma pomóc tym, którzy nie tylko chcą słyszeć. Pewnie byłoby lepiej gdyby wszyscy mogli być blisko ołtarza.
O ekranie słyszałem też dobre komentarze, ale „de gustibus non disputandum”. Dodam tylko, że niełatwo jest dobrze wykorzystać technikę w tym co ma wielowiekową tradycję. Wobec Boga i Jego misterium wszystko jest kulawe.
#7 by Ewa on 1 grudnia 2011 - 22:55
Quote
Sczęśc Boże
Jestem szczęsciarą, bo w mojej parafii jest Proboszcz , śpiewa pięknym tenorem akompaniując sobie na gitarze .Jest mocno zaangażowany w to co robi i tą swoją moc przelewa na nas i oczywiscie wszyscy Mu wtórujemy.
Dodam jeszcze że mamy oragany , „dochodzącego” organistę…..i wyswietlacz!!
który jest niezbędny..
bo uczymy się nowych piesni,
bo dzieci szybciej przyswajają piesni
bo trafiają się nawróceni
jest super
Pozdrawiam